Brud, smród i Pol'And'Rock

*post przeniesiony z bloga: https://szyszka-pisze-blog.blogspot.com/*


Powiecie, że mam zapłon i będziecie mieć rację, bo już równe siedem miesięcy temu wstawiłam na swojego Instagrama ten post:

Opis dobrze pokazuje, że czasem "chwila" trwa u mnie kilka miesięcy. Jednak nie mogłam, nie chciałam uważać zeszłorocznego Woodstocka za skończony. Organizatorzy Pol'And'Rocku od dwóch miesięcy podają do wiadomości artystów, którzy zagrają w Kostrzynie nad Odrą w 2019, koszulki z Siema Shopu już prawie wykupione, już prawie dwa miesiące temu odbył się WOŚP, a ja jeszcze nie napisałam relacji z sierpniowego festiwalu. Jednak teraz z czystym sumieniem mogę stwierdzić, że ściągnęłam różowe okulary, które tam założyłam, zeszłam na ziemię, energia zaczerpnięta od obcych ludzi prawie się skończyła, domyłam ten pył, ściągnęłam opaskę. Jest mi smutno i źle. Dlaczego Woodstock to tylko jeden tydzień w ciągu roku? Beznadzieja. Nie można mieć terapii tylko przez tak krótki okres. Chcę sierpień już, teraz, nie za 5 miesięcy. Za czym tak w ogóle tęsknie? Czy za tym pyłem, przez którego nie dało się oddychać na koncertach i wracało się czarnym jak z kopalni? Czy za upałem, który nie dawał żyć ani w dzień, ani w nocy? Za zimnymi prysznicami i oblewaniem przez rondomowych facetów kubłami lodowatej wody? Za oglądaniem setek pijanych osób leżących przy głównych dróżkach? Otóż nie tylko. Jeśli łatwo komuś zazdrościsz, to lepiej nie czytaj rozwinięcia mojej relacji.
"A nic tak nie wkurza zgorzkniałych ludzi
Jak inni ludzie cieszący się prostą radością
I choćbym szczęśliwy był ubrany w kwiatki z ziemi
To zawsze komuś przeszkadzać to będzie
Ale lubię czasem włożyć garnek na głowę, więc pozwól kocie, że się potaplam w błocie" ~ Kabanos 
Woodstock to było moje jedno z największych marzeń z dzieciństwa. Tak to jest jak wychowujesz się z rodzeństwem ponad dekadę starszym, którzy jeżdżą na takie fajne rzeczy. Gdy w 2018 okazało się, że na 100% tam pojadę, to byłam najszczęśliwszym człowiekiem na ziemi. Pojechałam z zaufanymi ludźmi, więc zbytnio nie bałam się, że coś mi się stanie. Ba! Czasem chodziłam sama po Woodzie i jakoś tak czułam się bezpiecznie, mimo tego, że nikogo z tych kilkudziesięciu tysięcy ludzi nie znałam. Czułam się mega pozytywnie, bo wszyscy byli po prostu szczęśliwi, uśmiechali się do siebie, przytulali. "Ale jak to! Przecież Wood to same ćpuny i patologia!!!!!1". Pewnie tak, ale nie zauważyłam tego. Dobra, z wyjątkiem zapachu marihuany, przez który po dwóch dniach chciało mi się wymiotować. Nawet Mariusz Kałamaga, który prowadził pewnego wieczoru stand-up, to zauważył i jakoś śmiesznie nawiązał do Bitwy pod Grunwaldem. O ile w miejscu, gdzie spaliśmy, nie było jej, aż tak czuć, to na każdym spacerze z naszego lasku do głównego miasteczka chcąc-nie chcąc dało się dużo tego nawdychać.

kolorowi ludzie na najbardziej kolorowym festiwalu

Piszę ten post po tak długim upływie czasu, że wiele rzeczy nie pamiętam, ale jeszcze więcej na długo zostanie mi w głowie. Przykładem może być to uczucie, gdy pierwszy raz od x czasu mogłam ubrać się w strój kąpielowy i nie bać się spojrzeń ludzi, bo nikt nie zwracał uwagi na setną kobietę tak ubraną, a były wśród nich dziewczyny trochę większe, matki, chude, każde. Nie było, albo przynajmniej ja nie widziałam, idealnie wymalowanych dziewczyn, w markowych ciuszkach, oceniających wszystkich z góry na dół. Poza tym upał był niemiłosierny, więc mało kto się malował i stroił, bo kilka razy dziennie trzeba było się kąpać (czytaj: chłodzić pod natryskami). Ani razu nie byłam pod ciepłym prysznicem, za który trzeba było płacić.

mnóstwo ciekawych warsztatów 

Owszem, od poważnych rozmów o sprawach politycznych, przez warsztaty o aborcji, po zabawy w Strefie Leszka. Odbywają się one głównie od rana do pierwszych, popołudniowych koncertów, więc w okresie, gdy dużo ludzi woli leżeć w cieniu i chować się przed upałem. Wieczorem też dużo się dzieje, np. my byliśmy na stand-upie. Polecam Akademię Sztuk Przepięknych (warsztaty z rękodzieła), ale też mnóstwo fajnych rzeczy dzieje się na mniejszych wydarzeniach, np. na Ekowiosce Greenpeace - przedfestiwalowa domówka Rainbow Warriors Party. Zapomniałabym o Pokojowej Wiosce Kryszny, gdzie zrobiłam sobie tatuaż z henny.

miłe spotkania w miłych miejscach

Pewnego późnego wieczoru wybrałam się z moją koleżanką Kasią na spacer. Szukałyśmy znajomych, trochę słuchałyśmy muzyki, ale zmęczone poszłyśmy posiedzieć na w Miasteczku Leszka. Jako że było mało miejsca, to przysiadła się do nas jakaś paczka znajomych. Od razu chcieli dzielić się piwem, nawiązywaliśmy bez żadnych problemów kontakt. Rozmawiało się bardzo miło, a po pewnym czasie usłyszeliśmy miauczenie/szczekanie, co zapowiadało zobaczenie tej gorszej strony Wooda. Był to jakiś gościu, chyba po kwasie, który chodził na czworaka, miauczał/szczekał i był "wyprowadzany" przez jakiegoś innego faceta. Możliwe, że teraz brzmi to strasznie, jednak wtedy było to co najmniej bardzo komiczne. 
Ogólnie bardzo łatwo było tam nawiązywać kontakty, potem je tracić i łapać nowe.
5/6 osób na zdjęciu to Ślązacy, z czego 6/6 wyglądało jakby wyszło z kopalni XD
marzenia się spełniają! zdjęcie z Kapłanem Alkoholu :>

najbardziej emocjonalne koncerty (tak, to ranking)

  1. Krzysztof Zalewski na Małej Scenie (klik) - piosenka z kliku, śpiewana przy swojej najukochańszej drugiej połówce - to było po prostu piękne i nadal słuchając tego mam ciarki i łzy w oczkach. Miałam wtedy 17 lat i przerywnik pomiędzy piosenkami pt. "Mam 17 lat" również zapamiętam na bardzo długo. 
  2. Dubioza Kolektiv na Dużej Scenie/ Rozpoczęcie (klik) - i już wiedziałam, że choć zaraz może spaść mi cegła z nieba na głowę, to moje marzenie zostało oficjalnie spełnione - łzy same sobie leciały
  3. Wszyscy Byliśmy Harcerzami na Scenie Leszka (klik) - spotkałam mnóstwo znajomych-harcerzy, o części nawet nie wiedziałam, że wybrali się do Kostrzyna. Jeju, ale stamtąd zakurzeni wróciliśmy.
  4. Nocny Kochanek na Dużej Scenie (klik) - dostali Złotego Bączka za ostatni Woodstock i zaśpiewali kilka nowych hitów, podczas jednego byłam na fali
  5. Łydka Grubasa na Małej Scenie (klik) - jakoś nie byłam przekonana, ale okazało się super, choć nawdychałam się tyle pyłu, że płuca bolą mnie do dziś.
Na tych powyższych byłam, ale było też kilka koncertów, na których nie miałam sposobności być i żałuję (nie, to nie ranking):
  1. Goo Goo Dolls (klik)
  2. Hunter (klik)
  3. Lao Che (klik)
  4. Koniec Świata (klik)
łezka zakręciła się w oku :') miłość, szczęście i muzyka!

polityczne paplanie Owsiaka

Tak często używam słowa "Woodstock", a każdy wie, że ostatni odbył się w 2017 roku. Nie było mnie na nim, ale oglądałam wiele transmisji i zakończenie, na którym paplanina Owsiaka bardzo mnie wkurzyła. On ciągle napomina o polityce, z którą się nie zgadza, bo wierzy w wielkie wartości, jest przeciwny wielu złym rzeczom. Nie bez powodu tyle młodych i nawet starszych ludzi popiera jego działania, wrzuca mu pieniądze do puszki za czerwone serduszki i jeździ na darmowy festiwal, którego wiele działań fundacja i tak musi opłacić. 
Możecie być anty-Owsiakowi, ten post nie ma zamiaru nikogo namawiać do zmiany poglądów. Jednak nie da się nie zgodzić z faktem, że facet zrobił dużo dobrego, a jeszcze dużo może zrobić, więc czasem należy mu się trochę ponarzekać na system, który chce jak najbardziej go ograniczać.
#nomakeup, #naturalbeauty itd. te bułki z Lidla były jednym z najlepszych posiłków w życiu!

plany tegoroczne

Bycie w sztabie WOŚP mam już za sobą. Myślałam, aby zapisać się do Pokojowego Patrolu, lecz to chyba jeszcze nie jest dla mnie. Odwalają oni kawał dobrej roboty, a ja chyba jeszcze przed rok, może dwa chciałabym się pobawić, niż sprzątać pijanych/chorych ludzi do punktu medycznego. 
Im więcej zapowiedzianych gwiazd, które będą występowały na tegorocznym, drugim Pol'And"rocku, 25-tym Woodstocku, tym bardziej chce mi się tam jechać. 
Zachowaj spokój, bo jeszcze tylko 5 miesięcy!
nawet nie wiecie ile ulic trzeba wyzbierać z kapsli, aby zrobić coś takiego jak Kapłan Alkoholu, a powyżej moja skromna wersja

Kochająca Woodstock,
Szyszka.

Ps. Dziękuję moim najwspanialszym miśkom - Wojtkowi, Natalii i Kasi za wytrzymanie ze mną przez tydzień, dokarmianie i chodzenie na spacerki. Również ogromne podziękowania ślę mojej mamie, która zaufała mi i mnie tam puściła. Kocham Was mocno! Loffki, kisski i uściski!
Ps2. Owszem, tytuł ironiczny. Brud jest wszędzie, nic nadzwyczajnego, ale samego smrodu, aż tak bardzo nie było czuć, albo bardzo możliwe, że wywaliłam go z pamięci. 

Komentarze