Zlot ZHP na Wyspie Sobieszewskiej - "100 lat to dopiero początek..."

 *post przeniesiony z bloga: https://szyszka-pisze-blog.blogspot.com/*

...kontynuowania przestarzałych wartości czy tworzenia czegoś adekwatnego do współczesnego świata?

Tysiące polskich harcerzy z niecierpliwością oczekiwało Zlotu Związku Harcerstwa Polskiego, który miał miejsce w dniach 6-16.08.2018r. na Wyspie Sobieszewskiej (Gdańsk). Plotki o nim krążyły jeszcze rok przed całym wydarzeniem: “Oczekujmy totalnej klapy!”, “Gdzie się schronimy przed słońcem i deszczem na wielkim polu?!”, “Miesiąc przed zlotem, a tam jeszcze samo błoto!”, “Co będzie z tym programem?”, “Brak kadry i organizatorów!”, “”Ledwo ogarniają organizacje na 15 tyś. osób, a tu 100 lat temu na kilkadziesiąt tysięcy harcerzy udało się zrobić zlot bez żadnej technologii!!!” itd. itp. Z tego, co widziałam większość nastawiła się raczej negatywnie, bo mało kto słyszał o pozytywach. Najbardziej rozpaczali instruktorzy, którzy za branie pełnej odpowiedzialności za swoich podopiecznych musieli płacić niewiele mniej co oni (od mało którego wychowawcy słyszałam, że pojechał za darmo). A jak to wszystko wyglądało już tam, na miejscu? Było o wiele gorzej niż myśleliśmy, że będzie? Czy może organizatorzy czymś pozytywnym nas zaskoczyli?


"Najgorszy jest wiatr, bo nawet jak jest ciepło, a wieje, to i tak jest zimno."


Zacznę od czegoś, czego wiele osób obawiało się po zeszłorocznej tragedii w Suszku - od pogody. Była ona niezwykle denerwująca od samego początku. Gdy rozkładaliśmy nasze niezwykle prestiżowe namioty (mocno przykuwały uwagę, ponieważ nie były to typowe NSy czy "dychy", a namioty turystyczne, które ufundowało nam miasto) pogoda zmieniała się diametralnie - od słoneczka, po wiatr, aż do deszczu - i tak w kółko. Reszta dnia wyglądała podobnie, choć tak jak mogliśmy usłyszeć na kanale Oboźny Vlog, że "(...) najgorszy jest WIATR". W trakcie zlotu ogłoszono kilka alertów burzowych, niektórym zwiało białe “gwiazdy”, ale odbyło się bez katastrof.


Program zbyt nowoczesny dla harcerzy - a gdzie latryny, kuchnie polowe, "Bóg, Honor, Ojczyzna" oraz łażenie w moraczach po lesie?

Tytułowy program najbardziej pokazał różnice spojrzenia na harcerstwa. Mieliśmy do czynienia z konserwatystami, np. z Panem Cejrowskim, który shejtował Nas w Internecie, ponieważ nie chodzimy z dumą w mundurach po mieście w 30-stopniowym upale, a jedynie w chustach zlotowych. Panie Cejrowski, bardzo mi przykro, ale to nie Pan tłumaczyłby się rodzicom dzieciaków, dlaczego większość z nich ciągle mdlała (i tak na różnych apelach, gdzie staliśmy w mundurach służby medyczne miały dużo do roboty). Poza tym dla Nas mundur to coś więcej niż zwykłe ubranie, w którym chodzimy na co dzień. Zakładamy go w ważnych momentach, dbamy o niego jak tylko możemy, bo ma być zawsze schludny, a nie wymięty, przepocony, śmierdzący i ubrudzony od lodów i sosów.
Mnóstwo osób stwierdziło, że na zlocie promowało się LGBT. Przykładem była m.in. Kuźnia Inspiracji, na którą były zapraszane sławne, ważne osoby, z którymi harcerski dziennikarz przeprowadzał wywiady. Od razu nadmienię, że była to moja ulubiona forma pracy na tym zlocie. Możecie domyślić się kogo zaproszono do rozmowy, że ludzie od razu pomyśleli o LGBT. Tak, był to Robert Biedroń. Przechodziłam tylko obok Kuźni, gdy był przeprowadzany z nim wywiad, ale widziałam naprawdę mnóstwo młodych ludzi, którzy z zaciekawieniem słuchali m.in. o działaniu w małych wspólnotach lokalnych. Najwięcej szumu zrobili ludzie, którzy tylko usłyszeli imię i nazwisko prezydenta Słupska, a nie zgłębili się w to, o czym mówił. Więcej o tym spotkaniu przeczytacie na oficjalnej stronie Zlotu >klik<.
Lecz to nie wszystko. Ludzie w końcu mieli okazję zauważyć harcerstwo takie, jakim stało się przez lata, gdy każdy z nas ma telefon z dostępem do Internetu już od najmłodszych lat, że alkohol i papierosy to nie najgorsze, co może spotkać człowieka, że niestety, ale harcerstwo jakie stworzyli ponad 100 lat temu Andrzej Małkowski i Robert Baden-Powell zmieniło się i nie do końca jest adekwatne do życia młodego człowieka, który wciąż chce nadążać za technologią, a przecież to dla niego powstał ten Związek. Pojawiły się w nim o wiele większe problemy, takie jak "Czy Bóg powinien być w rocie Przyrzeczenia Harcerskiego, skoro do ZHP można wstąpić bez względu na wyznanie", "Jak zrobić dobry i zgodny z metodą oraz metodyką program, który równocześnie przyciągnie młodzież do robienia czegoś więcej dla siebie i kraju, niż przesiadywanie na mediach społecznościowych i oglądanie Netflixa?". Jest mnóstwo do zrobienia. Trzeba pogodzić się z nowym, współczesnym światem, ale również wplatać w to stare wartości, którymi powinien kierować się każdy harcerz. Na pewno nie jest to łatwe, co pokazał ten zlot. Genialny artykuł na ten temat napisał hm. Grzegorz Całek w harcerskim czasopiśmie "CZUWAJ!" >klik<.

... jednak program wcale nie taki zły!

Na zakończenie tego tematu dodam, że widać było trud włożony w zrobienie dobrego i ciekawego programu na tak dużą ilość harcerzy i środowisk. Mogliśmy wziąć udział w siedmiu modułach - po jednym na każdy dzień zajęciowy. Były to: DZIEDZICTWO (poznawanie Gdańska; my odwiedziliśmy dwa muzea,w tym Dwór Artusa), CYWILIZACJA (z tego, co pamiętam nie znaliśmy miejsca, gdzie odbywały się nasze zajęcia (XD), ale mój chłopak brał udział ze swoim patrolem w zajęciach z robotyki na politechnice Gdańskiej), ŹRÓDŁO (pływaliśmy po ogromnym jeziorze na kajakach, gdzie goniła mnie harcerska policja, bo jestem taka zła, że zdjęłam czapkę w pochmurny dzień i zostałam okrzyczana, bo przecież jak dostanę udaru, to nikt mnie nie uratuje - kochany druhu, do tego potrzebne jest słońce, z tego co pamiętam z zajęć z samarytanki), SŁUŻBA (tutaj znowu nie mieliśmy nic ciekawego, bo sprzątaliśmy prawie, że czysty las oraz wrzucaliśmy do niego patyki z drogi; za to inni mieli np. służbę dla schroniska i szyli leżanki, a jeszcze inni sprzątali cmentarz), KALEJDOSKOP (tutaj program zbytnio się nie wysilił - po prostu dzień wolny dla patrolu do spędzenia na plaży, na terenie zlotu czy podczas jakiejś gry po Gdańsku), NATURA (zdecydowaliśmy, że spędzimy ten dzień podziwiając piękne morze, ponieważ niezbyt chciało nam się iść dość daleko, kilka kilometrów na zajęcia), ROZWÓJ (wybrałam się wtedy na warsztaty organizowane przez Coca Colę, które nauczyły nas jak zakładać własną działalność; dostaliśmy super torby, notesiki i długopisy!). Oprócz tego pewnego dnia na Zlocie odbył się Dzień Regionów, kiedy to mogliśmy poznać kulturę i wszystko, co ciekawe o prawie każdym mieście biorącym udział w Zlocie.
Oprócz tego były moduły wieczorne, kiedy to można było pójść na koncert, np. zespołu Wszyscy Byliśmy Harcerzami, który to porwał publiczność tak mocno, że nie obyło się bez kilku interwencji personelu medycznego. Ja natomiast, jak pisałam wyżej byłam zachwycona Kuźnią Inspiracji - posłuchanie Katarzyny Bondy i Olka Doby było dla mnie niezwykłym wydarzeniem. Dostałam ich autografy, mam z nimi zdjęcia oraz zapamiętane kilka mądrych sentencji.
niezwykle szykowna kobieta - Kasia Bonda
najwspanialszy Olek Doba i my - lekko zmęczone, ale mega szczęśliwe

To co najbardziej interesuje wszystkich rodziców - jedzonko i sanitariaty.

Nie latałam po wszystkich gniazdach, gdzie pewnie gotowanie wyglądało inaczej niż u nas. Od razu piszę, że nie, nie trzymaliśmy się tego "idealnego" jadłospisu, zrobionego moim zdaniem bez dokładnego, logistycznego myślenia. Już pierwszego dnia nasza kadra widząc, że wszyscy jesteśmy bardzo głodni (obiadokolacja to dla większości był pierwszy posiłek), postanowiła się zbuntować i zamiast zrobienia kotletów mielonych, przyrządziła nam szybkie spaghetti. Za robienie posiłków odpowiedzialne było nasze "Koło Gospodyń Wiejskich", czyli patrolowi, którzy od 6-tej rano stali w kolejce do Biedronki po jedzonko. Do namiotu kuchennego wstęp mieli tylko wędrownicy i chętni pomocnicy. Patrolowi stwierdzili, że lepiej będzie, aby to oni przygotowywali wszystkie posiłki. Będzin na pewno zostanie zapamiętany przez naszych sąsiadów z wołaniem "Lodówkowego" przez dh. Hubala o 5:00 rano. A bo co? Nas nie stać na lodówkę? Pewnie stać, ale i tak dostępu do prądu zbytnio nie mieliśmy, a podłączenie jej na powerbanki raczej przyniosłoby więcej strat, niż korzyści (o ile to w ogóle możliwe). Dlatego w ziemi mieliśmy wykopaną małą piwniczkę.
Okej, a co z mnóstwem menażek i kilkoma garami po posiłkach? I tutaj zaczęła się walka o miejsce przy czyściochu oraz ustalanie reguł typu "najpierw zuchy umyją swoje menażki, a potem wjedziecie z tymi wózkami zapełnionymi garami" albo "po tej stronie miejsce dla osób z menachami, a tutaj myjcie te wielkie gary". Oczywiście woda kiedyś się musiała skończyć i pod koniec zlotu już mało co, do których kranów ona dochodziła. Tak samo było z prysznicami. Koniecznie muszę tutaj napisać o kąpielach! Z tymi kabinami prysznicowymi było po prostu genialnie. Gdy wszyscy ustawiali się w ogromnych kolejkach do jednego kontenera, ja szybko zorientowałam się, że na końcu węzła sanitarnego są wolne kabiny. Czasem nawet chodziło się do innych województw, aby się umyć, ale to nie trwało dość długo, bo szybko tamci zorientowali się i zaczęli sprawdzać identyfikatory (a spróbowalibyście tylko gdzieś pójść bez chusty czy identyfikatora to już policja harcerska Was łapie i daje na 24h do kontenera ze zlewkami). Nie no, jeśli chodzi o to w nawiasie to oczywiście tylko żartuję, ponieważ organizatorzy na samym początku niezbyt przemyśleli, że po posiłkach zostają resztki i czegoś takiego jak “miejsce na zlewki” nie było.
na tym zlocie powstało mnóstwo nigdy nieopublikowanych vlogów, które już pewnie gdzieś się zapodziały

Instruktor - szef "40stki", patrolowy, wychowawca, kucharz, rodzic

Na początku byłam dosyć zła, że jadę na zlot jako zwykły uczestnik, choć jestem instruktorem, prowadzę swoją jednostkę, mam wyższą funkcję od swojego opiekuna (tak się wycwaniłam, że działałam w Referacie Wędrowniczym naszej Chorągwi), a do pełnoletności brakowało mi niespełna dwóch miesięcy. Lecz już po kilku godzinach trwania zlotu szczerze zaczęłam współczuć niektórym patrolowym. Niestety, ale nie do końca organizatorzy przemyśleli podział funkcji, a było pewnie kilkanaście (lub i więcej) takich osób, które pełniły wszystkie wymienione wyżej funkcje równocześnie. Musieli oni ogarnąć całą drużynę zlotową, swój patrol, gotować dla reprezentacji danego hufca, być wychowawcą, zaprowadzać dzieci na zajęcia, pomagać i być zlotowym rodzicem, bo dla ich małego harcerza takie wyjazdy bywają trudne. Dodatkowo oczywiście musieli spełniać te funkcje 24/10 przy spaniu po 4-5 godzin. Szczerze? Moim zdaniem to najwięksi super-bohaterowanie tego zlotu. Nie, nie ci, którzy stworzyli program, latali w chustach z fioletowymi, czerwonymi czy innymi obwódkami, bo co po ich zaangażowaniu i pracy byłoby bez tych tysięcy uczestników, a co za tym idzie bez tych opiekunów, którzy zawsze starali się dopilnować, aby ich podopiecznymi czerpali z tego zlotu same przyjemności, aby dobrze się bawili i czegoś się nauczyli na zajęciach. Niejednokrotnie zapłacili za to łzami, zmęczeniem, zdenerwowaniem, ponieważ nie spali w klimatyzowanych kontenerach, lecz w osobnym namiocie, obok swoich podopiecznych.
MasterChef Będzin - najlepsi kucharze w gnieździe 😍 

Moje instagramowe podsumowanie Zlotu ZHP 2018

"Pomimo tej częstej dezorganizacji to troszkę (bardzo) tęskno za tym zlotem, wiatrem, alertami burzowymi, szczerymi rozmowami, przyjaźniami, freehugsami, debatowaniem, budzeniem po 5:00 przez kadrę z wózkami jadącymi, aby ustawić się w kolejce do Biedry; tripami po miasteczku zlotowym i energią bijącą od tych wspaniałych ludzi. Ale na szczęście "100 lat to dopiero początek" 🙈🙉🙊#scoutgirl #scouting #ilovegdn #jamboree#zhp #100 #lecie #wagggs #wosm #kisc#Gdańsk #throwback #tbt"


Czuwaj!
pwd. Aleksandra Madejska HO

Komentarze